Translate

czwartek, 29 stycznia 2015


ROZDZIAŁ 1



EMILLY POV:



-Ja nigdzie nie jade! Nie mozesz mnie do tego zmusić!-wykrzyczałam wściekła.

-Emilly, proszę uspokój się. Wszystko jest już postanowione i koniec tej kłótni. Krzykiem nic nie załatwisz-powiedziała spokojnie mama. Jak ona może decydowaa za mnie?! Mam jechać na obóz. Nigdy w życiu.

-NIE!!!- nie mogłam już tego wytrzymać.

-Może wreszcie znormalniejesz...-to co właśnie powiedziała bardzo zabolało. Przecież wie w jakiej jestem sytuacji. Ja nigdy nie będę normalna. Nigdy nie będę taka jak ona chce. Nigdy nie będę idealna. Nic nie odpowiedziałam tylko wyszłam z kuchni i pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na parapecie. Skuliłam się ze słuchawkami w uszach i telefonem w ręku. Po moim policzku spłynęła łza z bezsilności.

-Jestem do niczego-powiedziałam sama do siebie. Po części rozumiem moją rodzicielke. Sama nie chciałavym mieć takiej córki. Do końca swojego życia będę bezużyteczna. Siedziałam tak jakiś czas. Zaczęło się ściemniać. Na telefonie zobaczyłam, która jest godzina. 20:34. Po jutrze wyjeżdżam na obóz dla osób zamkniętych w sobie. Super. Po

10 minutach poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż, wzięłam prysznic i umyłam włosy. Po odświeżeniu się i wysuszeniu włosów przebrałam się w piżamę. Usiadłam na łóżku i przypomniały mi się słowa mojej mamy: ” Może wreszcie znormalniejesz”. Ponownie łza spłynęła po moim policzku. Wytarłam ją i położyłam się. Po sprawdzeniu facebooka, twittera, instagrama i tumblra zdjęłam okulary przeciwsłoneczne. Tak, dobrze przeczytałeś okulary przeciwsłoneczne, nosze je zawsze, nawet wtedy, gdy jest ciemno lub pada deszcz i jest pochmurnie. Nikt nie wie, że nie są to zwykłe okulary chroniące przed słońcem. W moim życiu odgrywają dość ważną role. Mimo tego, że jestem dość zamknięta w sobie i nie miałam prawdziwych przyjaciół ani nawet osób z którymi utrzymuje kontakty mam dużo znajomych na tych portalach. Oni kojarzą mnie z wyglądu lub właśnie z powodu tych okularów. Uważają mnie za dziwną osobę lecz ja staram się tym nie przejmować. Leżąc i rozmyślając nie spostrzegłam się kiedy zasnęłam.

Następnego dnia obudziłam się w południe. Przez pół godziny myślałam jeszcze o obozie, słowach mamy i o tym czy nie powinnam uciec. Jednak stwierdziłam, że uciekając nie pozbędę się problemu. Wstałam i tradycyjnie jak każdego ranka założyłam moje okulary. Z telefonem w ręku i słuchawkami w uszach zeszłam po schodach na dół. Mamy nie było. Nie przejęłam się tym zbytnio. Na lodówce wisiała karteczka a na niej było napisane:



Pojechałam do babci. Wrócę około 19.

Mama.



Wyrzuciłam papierek do kosza i zabrałam się za przygotowanie śniadania o ile o 13 można nazwać to jeszcze śniadaniem. No nic. Wyjęłam z lodówki mleko, z szafki obok moje ulubione płatki i miskę. Z gotowym posiłkiem udałam się do salonu. Usiadłam na kanapie i słuchając mojego ulubionego zespołu zajadałam się płatkami. Po skończeniu odniosłam brudne naczynie do kuchni i włożyłam je do zmywarki. Poszłam się przebrać. Poszłam do pokoju i wybrałam strój. Czarne, krótkie spodenki z ćwiekami przy kieszeniach i zwykły czarny t-shirt. Weszłam do łazienki, zdjęłam okulary i przemyłam twarz po czym znowu je założyłam. Umyłam zęby i przebrałam się w zestaw, który wcześniej wybrałam. Rozczesałam włosy. Lekko falowane zostawiłam rozpuszczone. Wróciłam do pokoju i do tylnej kieszeni spodenek włożyłam mały zeszyt z długopisem bez który nigdzie się nie ruszam. Chwyciłam deskorolkę Tak jak bez zeszytu, jak bez niej, telefonu i słuchawek nie wychodzę domu. Tak jak zawsze ze słuchawkami w uszach zeszłam na dół i założyłam czarne, krótkie conversy. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Pojechałam wzdłuż ulicy nucąc piosenki z Mojej Playlisty. Przez dłuższy czas jeździłam bez celu. Postanowiłam, że pojade do parku, który widać z okna mojego pokoju. Gdy zbliżałam się do jednej z alejek dostrzegłam grupke osób mniej więcej w moim wieku. Śmieją się. Są szcześliwi. Nie to co ja. Nie znam ich. Jeden z chłopaków tam siedzących także mnie zobaczył. Zaczął mówić coś do pozostałych, a oni spojrzeli. się na mnie. Postanowiłam przejechać obok nich obojętnie. Pomyślałam, że usiąde na ławce, która znajduje się nieco dalej, ale to nie jest problem. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk prawdopodobnie tego chłopaka. Nie przejęłam się tym i jechałam do mojego celu. Pewnie był to komentarz dotyczący moich okularów, ponieważ zbierało się na deszcz. Bez zastanowienia pokazałam mu środkowy palec. W tym momencie zaczął padać deszcz. Super. Teraz jeszcze tylko brakowało, żebym była mokra. Zrezygnowałam z siedzenia na ławce, która i tak pewnie jest już mokra, ponieważ pada coraz bardziej. Pojechałam do najbliższej kawiarni. Na szczeście miałam ze sobą pieniądze i mogłam kupić sobie kawe i jakieś ciastko. Wchodząc do środka wzięłam deskorolke w reke i podeszłam do lady. Poprosiłam o latte i rogalika z czekoladą. Zapłaciłam i czekałam na to co zamówiłam. Po kilku minutach dostałam to na co czekałam. Pod pachą miałam deskorolke, w jednym reku kawe akurat musieli dać ją na spodku tak jak rogalika, którego miałam w drugim reku. Nie było łatwo zanieść to do stolika, który był w samym kącie kawiarenki. Gdy byłam kilka metrów od mojego celu podszedł do mnie chlopak i zapytał:

-Pomóc Ci?-uśmiechnął się przyjażnie. Nie byłam w nastroju.

-Odpierdol się-powiedziałam oschle i wtminęłam go. Nie dał mi spokoju i poszedł za mną do stolika.

-Dlaczego masz okulary przeciwsłoneczne? Pada deszcz-znam go nie całe pięć minut, a tak mnie wkurza, że nie wytrzymam.

-Nie twój interes-odpowiedziałam. Nie lubie, gdy ktoś o nie pyta.

-Ktoś tu wstał lewą nogą...-próbował zażartować.

-Odpierdolisz się ode mnie?!-wykrzyczałam na cały głos.

-Spokojnie. Nie chciałem Cię wkurzyć.

-Ojej jaka szkoda. Udało Ci się- powiedziałam teatralnie.

-Dobra już sobie ide. Do zobacznie.

-Nigdy w życiu-powiedziałam pół głosem.

-Co?

-Odpiewdol się-pokazałam mu środkowy palec. To już druga osoba w tym dniu. Nareszcie mnie zostawił. Zaczełam jeść rogalika i pić kawe. Po chwili usłyszałam, że dostałam wiadomość od...mamy. Czego ona chce? Otworzyłam ją.



Wszystko ok?



Od kiedy ona się tak interesuje. Nic nie odpisałam tylko odłożyłam telefon na stolik i w spokoju kończyłam rozkoszować się smakiem kawy. Po jakimś czasi do kawiarni wszedła chlopak. Nie zwróciłam na niego zbyt dużej uwagi lecz zauważyłam, że ma dużo tatuaży. Miał koszulke bez rekawów więc jego ręce były odsłoniete. Jeden tatuaż przykuł moją uwage bardziej niż wszystkie. Chlopak akurat usiadł przy stoliku obok więc miałam dość dobry widok na dużego motyla na jego ramienu. Wyjęłam zeszyt z kieszeni i wpadłam w trans. Zaczełam kreślić krztałty. Gdy już miałam kończyć zadzwonił mój telefon. Wyrwał mnie z transu, który trwał zaledwie 10 minut. Mama. Znowu? To do niej nie jest podobne. Najpierw wiadomość teraz dzwoni. Dziwne. Odebrałam.

-Halo?

-Córeczko, gdzie jesteś?-jakoś dziwnie się zachowywała. Nigdy nie słyszałam, żeby tak do mnie mówiła. Może jak byłam mała, ale ty było dawno. W jej głosie można było wyczuć troske czy zmartwienie. Nowość.

-O co chodzi?-odpowiedziałam oschle pytaniem.

-Jest już 19, a Ciebie nie ma w domu, nie jesteś spa...-nie dałam jej dokończyć. Przewróciłam oczami.

-Spokojnie już wracam-powiedziałam i się rozłączyłam. Czyli jej chodzi o to, że się nie spakowałam. Ona chce się mnie pozbyć. To dlatego teraz taka jest. Chce mieć pewność, że tam pojade.

Suka.

Ups.



Wzięłam swoje rzeczy, wstałąm i chciałam wyjść z kawiarni, ale coś , a raczej ktoś mnie zatrzymał. Złapał mnie za nadgarstek. O nie to znou on. Czego on chce? Nie rozumie słów odpierdol się? Boże, proszę daj mi większą cierpliwość albo mu coś zrób. Proszę. Myślałm lecz wiedziałam, ze to i tak nic nie da.

-Czego ty znowu ode mnie chcesz?! Nie rozumiesz, że masz nie ode mnie odpierdolić?!-byłam wściekła.

-No tak...Myślałem, że zmienisz zdanie-powiedział zrezygnowany. Nadal trzymał mnie za nadgarstek.

-Możesz mnie póścić?-zapytałam troche łagodniej.

-A no tak, przepraszam.

-Dziękuje-powiedziałami teatralnie się uśmiechnęłam. Chciałam już wychodzić, ale znowu mnie zatrzymał łapiąc mnie za ramię.

-Co znou chcesz?-już nie mam siły do tego człowieka.

-Może...dasz mi...swój numer?-zapytał niepewnie. Ta jeszcze czego.

-Nawet nie wiem jak masz na imię.

-Ojej przepraszam, Luke-uśmiechnął się i wyciągnął do mnie ręke.

-Emilly.

-Ładne imię. To co dasz mi swój numer?

-No... nie wiem-nie byłam pewna czy dać mu ten numer.

-Proooosze-wyszczerzył się do mnie.

-No dobra-przewróciłam oczami-ale mam jedno pytanie-skinął głową na znak, abym mówiła-dlaczego Ci tak zależy? Nawet mnie nie znasz.

-Jesteś najpiekniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem. Grzechem było by nie zagadać. Bardzo chciałbym Cie poznać-po prostu mnie zatkało. Żaden chłopak nigdy mi czegoś takiego nie powiedział. Zaczerwieniłam się. Nie wiedziałam co powiedzieć.

-Daj mi swój telefon. Zapisze Ci-podał mi telefon, a ja zapisałam mój numer.

-Dzięki-uśmiechnął się i w końcu dał i wyjść z kawiarni.

Po 10 minutach byłam pod moim domem. Weszłam na ganek, podeszłam do drzwi, otworzyłam je i weszłam. Myślałam, że mama będzie mnie pytać gdzie byłam i tego typu rzeczy, ale ona nawet nie zauważyła, że przyszłam. Nie przejęłąm się tym. Zdjęłąm trampki i z deskorolką w ręce poszłam kuchni. Z lodówki wzięłąm jogurt pitny. Nie odzywałaam się. Gdy wchodziła po schodach usłyszałam, że mama coś mówi.

-Spakuj się!- no jasne. Co innego mogła powiedzieć.

Suka.

Ojej wymskneło mi się.



Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi, odłożyłam deske na podłoge, a mój zeszyt na szawke nocną. Spod łóżka wyjęłam średnią, czarną walizke. Zaczełam pakować ubrania. Bluzki na ramiączka, z krótkimi i długimi rękawami, krótkie spodenki, długie spodnie, leginsy, najróżniejsze bluzy, rajstopy, spódnice, skarpetki, bielizna , kostium kompielowy oczywiście czarny. Pomiedzy ubraniia włożyłąm moją wcześniej wyczyszczoną deskorolke. Wzięłąm też szare trampki i czarne czółenka. Nie wiem po co je wzięłam. Tak na wszelki wypadek. Z szafki w łazience wyjęłam kosmetyczke. Spakowalam kosmetyki, żel do mycia ciała, szampon do wlosów, odżywke, lakier do paznokci, oczywiście czarny, pilnik do paznokci, szczotke do włosów, paste do zębów, szczoteczke,jakieś wsówki, gumki do włosów, krem do opalania, tampony i jeszcze kilka mniej istotnych rzeczy. W końcu będę tam całe dwa miesiące. Odłożyłam ją na półke, ponieważ jeszcze dzisiaj będę używać niektórych rzeczy. Z szafy wyjęłam moją ulubioną czarną torbe. Posłuży jako bagaż podręczny. Włożyłam do niej obowiązkowo mój zeszyt. Ładowarke do telefonu, małą kosmetyczke, w której jest tusz do żęs, podkład, puder, błyszczyk bezbarwny, czarna kredk, cienie tego samego koloru(mimo tego, że nosze te okulary maluje oczy na czarno), bordową szminke i korektor. Spakowałam też książke „Pretty Little Liars bezlitosne” jest to 10-ta częćś. Kocham te książki. Są wspaniałe. Do torby włożyłam też husteczki higieniczne, portwel, małe lusterko, dezodorant, małą szczotke do włosów(tak na wszelki wypadek),muszę jeszcze wziąć coś do jedzenia.

-Pójde do sklepu, tak to dobry pomysł-powiedziałam sama do siebie i wziełam telefon, słuchawki, notes z długopisem no i muszę jeszcze wygrzebać deskorolke z walizki.

Ugh.

Znowu będę musiała ją czyścić. No nic. Trudno się mówi. Zbiegłam po schodach i na zagarku zobaczyłam, że jest 20:38. muszę się pospieszyć bo do spożywczaka to jakieś kilkanaście minut drogi jak będę jechala. Sklep zamykają o 22. okej, zdąże.

-Mamo, ide do sklepu!-krzyknęłam, gdy zakładałam buty.

-Po co?-z kuchni wyłoniła się mama.

-Po coś do jedzenia na droge-powiedziałam jakby było to oczywiste.

-Acha...masz- wreczyła mi 10 funtów, które wyjęłą z portwela.

-Dzięki.

-Uważaj na siebie-powiedziała, gdzy wychodziłam.

-Mhm, ta...-od kiedy on się tak martwi. Pierwszy raz tak się zachowuje.

Z ręką na sercu, przysiegam. Chyba jej bardzo zależy, abym pojechała na ten obóz. Nareszcie pozbedzie się najwiekszego cieżaru. Droga minęła mi dość dobrze. Dojechałam do sklepu i wzięłam deskorolke w ręke. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nie jest to duży sklep. Od razu skierowłam się do półek z pieczywem. Wzięłąm drożdżówke i rogalika z czekoladą. Potem poszłam do półek z napojami. Wybrałam wode i sok pożeczkowy, który uwielbiam. Następnie skierowałam się do miejsca, gdzie były słodycze. Wzięłam pudełko z ciastkami oreo, żelki i czekolade truskawkową. Z zakupami udałam się do kasy.

-Dobry wieczór-przywitała się sprzedawczyni miło się usmiechając.

-Dobry-odpowiedziałam obojętnie. Przy kasie leżały jeszcze sittlesy i

m&m-sy więc dodałam je do listy zakupów. Zapłaciłam i nic nie mówiąc wyszłam. Sprawdziłam na telefonie, która jest godzina. 21:16. O 21:30 byłam pod domem. Otworzyłam drzwi, weszłam, zdjęłam buty i pośpiesznym krokim skierowałam się do mojego pokoju. Zakupy włożyłam do torby. Wyczyściłam deskorolke i zrobiłam wieczorną toalete. Położyłam się na łóżku i myślałam o jutrzejszym dniu. Nie chce tam jechać, ale muszę. Nie mam wyjścia. Po godzinie zasnęłam.

Rano obudził mnie budzi, który ustawiłam poprzedniego dnia. Jest 6 rano. Ja nigdy tak nie wstaje tym bardziej w wakacje. Po pół godzinie wstałam i założyłam okulary tak jak zawsze. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic,umyłam zęby i twarz, nałożyłąm make-up, rozczesałam włosy, które zostawiłam rozpuszczone po czym przebrałam się. Założyłam czarną bokserke, krotkie, czarne spodenki podobne do tych co miałam poprzedniego dnia, rajstopy takiego samego koloru co cały strój i bardzo cienki sweter także w tym samym kolorze. Po zrobieniu wszystkiego co musiałam zrobić w łazience wyszłam z niej zabierając ze sobą kosmetyczke. Włożyłam ją do walizki. Zapięłąm ją i zniosłam na dół. Mama już krzątała się po kuchni. Zobaczyłam, że jest 7:13. Mam jeszcze 17 minut zanim przyjedzie autobus, który zabierze mnie na te przecudowne wakacje. Pomyślałam z sarkazmem. Wróciłam do pokoju. Ze stolika nocnego wzięłam mój zeszyt z długopisem, który schowałam do tylnej kieszeni spodenek, telefon ze słuchawkami, które włożyłam od razu do uszu i usłyszałam muzyke wciskając przycisk play. Podeszłam do biórka i wzięłam torbe, która na nim leżała. Rozejrzałam się jeszcze po pokoju, aby zobaczyć czy o czymś nie zapomniałam. No jasne. Jogurt. Stał tu przez całą noc. Włoże go do lodówki i wezme sobie nowy. Tak jak pomyślałam tak zrobiłam. Zeszłam na dół i wykonałam tą czynność po czym z torby wyjęłam drożdżówke, którą wczoraj kupiłam i zaczełam ją jeść i popijać ją jogurtem. Strasznie chce mi się spać. Mam jeszcze jakieś 10 minut więc zrobie sobie kawe. Tak zrobiłam po czym wlałam ją do termosu. Zobaczyłam, że zaraz będzie autobus o czy wcześniej przypomniała mi moja kochana rodzicielka. Przewróciłam oczami, założyłam czarne conversy. Od niechcenia pożegnałam się z mamą, która była bardzo szcześliwa, że się mnie pozbyła na dwa miesiące. Wyszłam z domu i zobaczyłam podjeżdżający autobus. Zatrzymał się, drzwi się otworzyły. Wysiadł z nich pan, który chwycił mój bagarz i powiedział, abym wsiadała, a on się zajmie moją walizką. Usmiechnął się do mnie, ale nie odwzajemniłam go. Wsiadłam i przywitała mnie dziewczyna z długimi bląd włosami. Ma na imię Margareth. Zobaczyłam, że nie ma zbyt wiele osób. Jakieś osoby siedzące same i grupka śmiejąca się. Dziwne. Myślałam, że będą tu osoby takie jak ja. No trudno pomyliłam się. Usiadłam tam gdzie były wolne dwa miejsca. Wolałam siedzieć sama. Słuchając muzyki i pijąc kawe, którą zrobiłam przed wyjściem zasnęłam.

-Ej, obudz się-usłyszałam czyjś głos. Na pewno nalożał do mężczyzny-halo, obudz się.

-Odpierdol się-powiedziałam zaspana.

-Spokojnie, jest postój, tak jakby co.

-Wal sie- nie mam ochoty nigdzie iść. Chce spać.

-Okej. Powiem, żeby zmknęli Cie w autokarze.

-Dobra ide, już-powiedziałam zaspana. Wzięłąm torebke i wyszłam z autobusu. Było dość dużo osób. Na pewno więcej niż jak wsiadałam. Poszłam do łazienki po czym wróciłam i stanęłąm przy krawężniku. Był tam piekny widok, cudowny. Chciałam wyjąć zeszyt i narysować to, ale ktoś do mnie krzyknął. To ten sam chłopak, który mnie obudził. Przewróciłam oczami i zobaczyłam, że wszyscy wsiadają do autobusu. Poszłam w tamtym kierunku.

-Dziekuje mi się należy, gdyby nie ja zostałabyś tu-powiedział mulat, którego wcześniej poznałam.

-Ta jeszcze czego, odpierdil się ode mnie-powiedziałam oschle. Już nic się nie odezwał. Po godzinie nudnej drogi dotarliśmy na miejsce. Na szczeście w autobusie jest wi-fi więc może taka nudna to ona nie była, ale dobra. Gdy wszyscy opuścili autobus zaczełam się zbierac. Nie lubie się przepychać. Spokojnie wysiadłam z autobusu.

No to jestm. 






Av i Al :)















6 komentarzy:

  1. Tego jeszcze nie czytałam. Emilly takie słodkie imię a taka ostra dziewczyna. Dobrze się zaczyna. Mam nadzieję, że jednak ten obóz ją odmieni i pozna tu kogoś wartego uwagi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zapraszam do mnie. Może Wam się spodoba. http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/

      Usuń
    2. Dziękujemy za komentarz :) Na pewno będziemy czytać.

      Usuń
  2. Super sie zaczyna ! ;*
    @aliszajaa_xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne ♥
    ta fabuła super i wgl całe aw *.* ♥

    OdpowiedzUsuń